Jezioro Góreckie – prezent ślubny w cieniu armat pruskich

O nieszczęśliwych miłościach wiele już napisano. XIX wiek pełen jest romantycznych bohaterów, cierpiących dla swych ukochanych, porzuconych niewiast i samobójczych śmierci z rozpaczy za ukochaną. Gdzie można spotkać echo tamtych czasów? Gdzie zapisana jest smutna ale i piękna historia?

Jedna z nich miała swoje miejsce w samym centrum Wielkopolskiego Parku Narodowe. Tak. To nie żart. To tu, na jednym z największych jezior znajduje się mała wyspa, a na niej zamek. Niedostępny dla zwiedzających, otoczony z każdej strony wodami jeziora Góreckiego, skrywa być może nie jedną romantyczną historię, o których możemy już dzisiaj snuć tylko legendy.

Jezioro Góreckie jak wszystkie pozostałe w WPN, jest jeziorem polodowcowym. Odcięte od dopływów rzecznych, zasilane jest tylko wodami podziemnymi i wodą z opadów deszczu. Jako obiekt przyrodniczy, chroniony jest ścisłą ochroną w ramach projektu Natura 2000. Jest siedliskiem dla wielu gatunków fauny i flory, a przede wszystkim atrakcją turystyczną i bazą spacerową dla okolicznych mieszkańców.

Widok z Google Earth na Jezioro Góreckie. Po środku widać wyspę zamkową.
Wyspa zamkowa w przybliżeniu z zaznaczeniem umiejscowienia ruin zamku

Co niewątpliwie przyciąga tu gości, to wizja romantycznej posiadłości, położonej na jednej z dwóch wysp na Jeziorze Góreckim. Są to ruiny zamku Klaudyny Potockiej, który został jej ofiarowany w prezencie ślubnym, przez jej brata Tytusa Działyńskiego. Powstał w latach 1824- 1825 , lecz wraz z wybuchem powstania listopadowego w 1830 roku został opuszczony, a wkrótce zrujnowany atakiem armat pruskich. Według władz zaborcy, mieli tu mieć swoją bazę powstańcy. Śladów po nich jednak nie znaleziono.

zdjęcia poniższe pochodzą ze strony: https://www.zamkipolskie.com/gorec/gorec.html

To by było na tyle z historii, takiej zapewne jak wiele innych, gdyby nie aura tajemniczości, jaką spowite są ruiny. Nie ma do nich dostępu dla turystów, nie prowadzi żadna kładka ani most, a przy dobrej widoczności można zobaczyć pozostałości budowli ze specjalnego punktu widokowego.

Klaudyna Potocka zmarła w wieku 35 lat w Genewie. Pochowana jest dzisiaj we Francji na cmentarzu Montmorency. Była nie tylko żoną Bernarda Potockiego, ale przede wszystkim polską działaczką niepodległościową, która angażowała się w pomoc powstańcom. Nie tylko finansowała działania powstańcze – sprzedała w tym celu swoje klejnoty rodzinne i biżuterię, ale pomagała rannym w czasie walk w 1830 roku. Po ucieczce z kraju, nigdy już do niego nie powróciła.

Nad historią Klaudyny można rozmyślać na jednym z kilku punktów widokowych rozmieszczonych wzdłuż linii brzegowej jeziora. Szlak, którym można się poruszać jest bardzo dobrze utrzymany, choć przez zarośniętą linię brzegową, widok na jezioro jest mocno utrudniony. Gdzieniegdzie ustawione są punkty do odpoczynku, kłody, ławki, wiaty, gdzie można zrobić sobie krótką przerwę.

Niestety jezioro jest na tyle atrakcyjnym miejscem, że w weekendy trudno jest zaznać tu spokoju i prawdziwego obcowania z naturą. Nam się to nie udało. Warto jednak wybrać się w to miejsce w środku tygodnia, gdzie ruch będzie na pewno mniejszy i zwiedzić tą część WPN.

W pigułce:

  • dobrze zadbany szlak turystyczny
  • brak „atrakcji” edukacyjnych po drodze
  • dość duża liczba odwiedzających
  • wstęp na szlak jak w całym parku jest darmowy. Przygotujcie się natomiast na płatny parking samochodowy, jaki znajduje się przy wejściu na szlak. I wcale nie jest jednym z natańszych
  • strefa gastronomiczna – budki z lodami, frytkami itp – położona na parkingu przy szlaku
  • bliskość Muzeum Przyrodniczego Wielkopolskiego Parku Narodowego

źródła:

https://www.zamkipolskie.com/gorec/gorec.html

https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/news/historia,c,8/czarownica-i-aniol-milosierdzia,94722.html

Polodowcowe jeziora, wzgórza Hobbitów i szampańska woda Napoleona – Wielkopolski Park Narodowy vol. 1

Wielkopolska kojarzy się głównie z nizzinnym krajobrazem. Łąki, lasy i jednorodna równina. A tu, w samym sercu województwa znajduje się krajobraz zgoła odmienny. Liczne wzniesienia, rynnowe jeziora będące pozostałością po ostatnim zlodowaceniu, mini wąwozy. To wszystko znajdziecie w Wielkopolskim Parku Narodowym, który odkrywaliśmy razem z dziećmi w ostatnim czasie.

Zwiedzanie warto podzielić sobie na dwa razy, chyba że ktoś wyrusza na dłuższą wyprawę. Ja jednak mając na uwadze moją małą turystkę, wydłużyłam sobie tą przyjemność.

Poniżej przedstawiam Wam mapkę naszego szlaku. Szliśmy z punktu:

Osowa Góra – Głaz W. Zamoyskiego – Studnia Napoleona – daw. stacja Osowa Góra – Głaz Wodziczki – Szwedzkie Góry – Głaz F. Jaśkowiaka – trasą pomarańczową dookoła Poznania z powrotem do parkingu koło wieży Osowa Góra

całość trasy ok 9km.

Zaczęliśmy od miejscowości w okolicy Mosiny – Pożegowa. Tutaj mieliśmy na względzie wejście na wieżę widokowa z której rozpościera się wspaniały widok na całość Parku oraz wejście na szlak.

Jadąc tutaj warto zaparkować na dość sporym parkingu właściwie pod samą wieżą. Dojazd jest dość utrudniony ponieważ jak to w polskich warunkach bywa, oznakowanie pozostawia wiele do życzenia. Jeśli już dotrzecie do tego miejsca to na uwagę zasługują:

  • wieża widokowa
  • pięknie zadbane uliczki spacerowe, które wręcz zachęcają do rodzinnego wyjścia, uprawiania sportów itd.
  • Mini plaża na której w ciepłe dni można zapewne zażywać kąpieli słonecznych.

Samo jeziorko w Pożegowie jest sztucznym jeziorem, powstałym w pozostałościach po tutejszym wydobyciu gliny. Od 2013 roku przystosowano ten zbiornik wodny pod kąpielisko publiczne. Widok z góry jest cudowny. Woda ma turkusowy kolor, a całość robi naprawdę przyjemne wrażenie.

Jednak to dopiero początek. Główny nasz cel jest jeszcze przed nami. Ścisły teren Parku rozpoczyna się po przejściu przez drogę. Nie jest to jakoś szczególnie oznakowane dojście do tego miejsca więc trzeba zdać się na intuicję.

Idzie się najpierw koło kilku zabudowań, wchodząc potem już na ścieżkę w las. Po lewej stronie stoi szlakowskaz, możemy się dzięki niemu zorientować w odległościach jakie mamy przed sobą. Po prawej natomiast znajduje się parking oraz strefa edukacyjna dla dzieci. Idealne miejsce na szkolne wycieczki.

Nie są to odległości nie do przejścia, ale mierząc siły na zamiary tym razem nie dotarliśmy do Zamku na Jeziorze Góreckim oraz do Muzeum Przyrodniczego. Te atrakcje jeszcze przed nami.

W niedalekiej odległości od wejścia na szlak znajduje się pierwsza porządna i ciekawa atrakcja. Jest nią Studnia Napoleona. Według legendy, raz w roku woda ze studni zamienia się w szampana. Ma to ponoć związek z wojskami Napoleona, jak i z samym legendarnym dowódcą, który zmierzając na czele swoich wojsk we wschodnim kierunku, zatrzymał się w Pożegowie przy tej studni by wypocząć, po trudach podróży. Ile w tym prawdy do dzisiaj nie wiadomo, ale takie historie ubarwiają zdecydowanie odkrywanie miejsc na szlaku. Więcej o legendzie znajdziecie poniżej, klikając w link. Możecie tu przeczytać całość legendy.

Idziemy dalej.

W pewnym momencie, po przejściu niecałego kilometr, dochodzimy do rozwidlenia dróg. Mamy tutaj miejsce na odpoczynek i zaplanowanie dalszej podróży.

Jak to bywa na prawdziwej wycieczce, najważniejsze to zjeść dobry posiłek, bo droga wyciąga siły.

Naszym, celem jest kolejne legendarne miejsce. Szwedzkie góry. Kolejna pozostałość po wojennej historii Polski? Może i tak, choć datowanie wzniesień nazywanych Szwedzkimi Górami jest dużo starsze. Mimo, że przypominają mały Hobbiton, jest to zespół wzniesień, pośród których znaleziono liczne pozostałości z czasów średniowiecznego osadnictwa. Prawdopodobnie, istniała tu warowna mała osada, a kilkaset lat później tą samą funkcje spełniały dla szwedzkich najeźdźców w czasie Potopu Szwedzkiego. Dzisiaj przypominają małe wzgórza rodem z Tolkiena. Wejście na nie jest zabronione, a podziwiać należy z platformy widokowej, jaka zbudowana jest tuż obok.

Wszędzie rozmieszczone są edukacyjne tablice, które pokazują nam przekrój fauny i flory w parku. Nam udało się spotkać kilka ciekawych okazów, choć głównie były to ropuchy paskówki. Gatunek chroniony właśnie na terenie WPN.

Poza ropuchami występują tu zaskrońce, padalce, jaszczurki zwinki, jelonki rogacze, koziorogi dębosze i wiele innych zwierząt, które podlegają ochronie. My jednak nie znaleźliśmy już więcej okazów. Być może było to spowodowane wczesną porą roku – odwiedzaliśmy Park z marcu, choć prawdopodobniej powodem były niestety miliony pytań od najmłodszej turystki, która w tak wylewny sposób interesowała się wszystkim co popadnie, że nie było mowy o obserwacji przyrody.

Wielkopolski Park Narodowy jest bardzo ciekawym miejscem, ze względu na ochronę krajobrazu jezior polodowcowych. Stworzono tu 18 terenów ścisłej ochrony w tym:

  • Jezioro Górecke
  • Jezioro Budzyńskie
  • Jezioro Skrzynka
  • Jezioro Kociołek

Są to jeziora rynnowe, o charakterystycznym podłużnym kształcie. Do samych jezior nie doszliśmy. Spowodowane to było głównie dość podmokłym terenem wokół, jak i troską o dalszą drogę w suchym ubraniu.

Wielkopolski Park Narodowy to przede wszystkim nasza dziewicza, wielkopolska natura. Znajdziemy tu ciszę i spokój, choć jest to również teren atrakcyjny dla biegaczy, rowerzystów jak i miłośników nordic walking. Tak czy inaczej, warto tu przyjechać dla pobycia z naturą i odkrycia czegoś nowego. My odkryliśmy, że to nie tylko ścieżki w lesie. To spory kawałek historii naszego kraju/

W pigułce:

  • Wejście do parku jest darmowe
  • Na terenie parku funkcjonuje kilka szlaków turystyczny pieszych i rowerowych, choć nie są one idealnie opisane. Zbaczając w „boczne uliczki” można się pogubić
  • Można zorganizować tu wycieczki szkolne, ognisko i imprezy plenerowe – dobre zaplecze w postaci wiat, stolików i palenisk + parking
  • Parking od strony Pożegowa jest darmowy
  • Bardzo dobrze opisane ścieżki edukacyjne, liczne plansze z charakterystyką roślin i zwierząt
  • Dobre „szlakowskazy” na początku szlaku i po środku przy rozwidleniach
  • Spokój i cisza w tygodniu. W weekend niestety miejsce zapełnia się spacerowiczami i ciężej o chwilę obcowania z naturą

Podaję Wam link do bezpośredniej strony Wielkopolskiego Parku Narodowego. Znajdziecie tutaj dużo informacji o historii, florze i faunie, ale też można pobrać mapkę parku, co przydatne będzie przy dłuższej wędrówce.

Wakacje w mieście nie muszą być nudne :) Vol 1.

    Czy brak wyjazdu na wakacje gdzieś dalej niż granice naszego rejonu w którym mieszkamy oznacza nudne wakacje? Oczywiście, że nie o ile nastawimy się pozytywnie na zwiedzanie najbliższej okolicy, którą zazwyczaj omijamy szerokim łukiem.

    Niezależnie od tego gdzie mieszkamy zawsze znajdziemy coś ciekawego parę kilometrów od nas. Wiadomo, nie jest to żadna egzotyka. Trudno też porównać to z odkrywaniem innych kultur jak to zazwyczaj ma miejsce na zagranicznych wyjazdach, ale może być niemniej relaksujące i przyjemne. Wystarczy tylko wyjść za przysłowiowy „próg”…

    Jako, że i nam trafiły się w tym roku wakacje „stacjonarne” postanowiłam przetestować parę atrakcji z okolicy tak by zapewnić rozrywkę nie tylko dzieciom ale i sobie. Zazwyczaj nie ma się na nie po prostu czasu albo uznaje się je za mało atrakcyjne. Wcale nie musi tak być. 

Każdy z nas na pewno w okolicy ma jakieś jezioro. Mniejsze bądź większe. Czy często tam jeździmy? Obstawiam, że nie. Dlaczego? trudno powiedzieć, ale zazwyczaj wydaje nam się to za mało atrakcyjne. Może warto jednak spróbować.

Niedaleko bo ok 12 km od nas znajduje się miejscowość Nowy Dębiec https://www.google.com/maps/place/Nowy+D%C4%99biec/@51.999187,16.7115505,15z/data=!3m1!4b1!4m5!3m4!1s0x4705a5a08ec2470d:0x7bed1bd9ef8b8bb5!8m2!3d51.9991879!4d16.7203053

Ośrodek znany raczej szerszemu gronu mieszkańców Wielkopolski i dosyć popularny wśród mieszkańców powiatu. Czy warto tu przyjechać?

Owszem warto ale niestety dla mnie tylko w tygodniu. Weekend obfituje w rzesze spragnionych plażowania wczasowiczów z miejscowych ośrodków i domków letniskowych jak i chmary „napływowych” wodniaków, nierzadko hałaśliwych grup młodzieży starszej i młodszej.

Dzisiaj w godzinach 11-13 panowała tu atmosfera spoza sezonu. Cisza, spokój, cała plaża praktycznie dla nas. Dla mnie to olbrzymi plus, przede wszystkim można się ulokować blisko wody by ze spokojem mieć na oku pociechy. Po drugie w wodzie nie ma tysiąca osób co uniemożliwia zidentyfikowanie własnej dzieciarni. A przede wszystkim, co mi osobiście najbardziej się chwali, nie ma osobników w wątpliwie przyjemnym okresie dojrzewania, pijących już którąś butelkę piwa z kolei. Dla mnie rewelacja.

Plusem jest pusty parking, który w części bezpłatnej ma dość znikomą liczbę miejsc. Płatna strefa parkowania kosztuje 10zł/dzień i znajduje się na wielkim polu. W tygodniu – zamknięte. Funkcjonuje ponadto dość ciekawy parking dla rowerów – tu plus za to miejsce.

Ale jak to „poza sezonem” weekendowym ma to swoje mankamenty. Przede wszystkim praktycznie WSZYSTKO do godziny 13 było zamknięte. Mieliśmy olbrzymią ochotę na lody rzemieślnicze które tu stacjonują, ale… ZAMKNIĘTE. Na 4 budki z lodami otwarta była jedna. Szału nie było, ale dzieci zadowolone.

Nie uraczy się również sklepików z gadżetami kąpielowymi. Z trudem można znaleźć otwarty fast food. (Niestety brak tu innych alternatyw do konsumpcji).

Minusem i to sporym jest również brak ratownika – na stanowisku pojawił się dopiero koło 12.30 mimo, że byliśmy na kąpielisku strzeżonym a biała flaga powiewała już od rana.

Nowy Dębiec nie należy do najbardziej urokliwych plaż jakie zapewne można spotkać. Czystość wody pozostawia wiele do życzenia a plaży woła o pomstę do nieba (co machnięcie łopatki można było znaleźć pety – mimo że obowiązuje zakaz palenia,. i kapsle od piwa) Przy małych dzieciach jest to ogromny minus.

Plusem jest natomiast szeroka plaża z zacienionymi fragmentami w pobliskim lesie – idealnie dla starszych osób. Od niedawna funkcjonuje punkt widokowy – taras na uboczu gdzie można odpocząć od gwaru. Dla chętnych sportów wodnych funkcjonuje (w weekendy) wypożyczalnia rowerów wodnych i kajaków. Warto z nich skorzystać i popłynąć na drugi brzeg jezioro gdzie można spotkać ciekawe gatunki ptactwa. Niedaleko znajduje się ich rezerwat.

Dla chętnych krótkiego – 2,3 godzinnego wypadu nad jeziorko jak najbardziej polecam. Na dłuższe plażowanie z dziećmi – odradzam.

W PIGUŁCE:

  1. Plaża bezpłatna, szeroka, piasek przyjemny (pomijając śmieci..)
  2. Parking dla pierwszych 20-30 osób bezpłatny, kolejni muszą opłacić 10zł /dzień
  3. Wydzielony parking dla rowerów
  4. Wypożyczalnia sprzętów wodnych typu kajaki, rowery wodne
  5. Zaplecze gastronomiczne: dość słabe, kilka budek z fast foodem, z lodami – poza weekendem głównie zamknięte
  6. Opieka ratownika – jak już przyjdzie to jest 🙂 ale trzeba niestety trochę na niego poczekać
  7. Przebieralnie, toalety, dwa mola i taras widokowy – jak najbardziej na plus
  8. Widok z plaży – bardzo przyjemny, otocznie zielone i zadrzewione, lasek dla pragnących cienia